Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Czyli wszystkie rozmowy nie związane z tym, co nam doskwiera.

Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez holodust » 9 mar 2017, o 00:13

Mam taki problem. Mam nadzieję, że mnie nie zjecie, bo nie czytałam dokładnie regulaminu forum i nie przedstawiłam się. Po prostu już nie mogę wytrzymać. Już jestem zdesperowana.

To jest taki inny rodzaj desperacji. Nie chodzi o seks, ani związek, choć myśli o przyszłym mężu jak z reklamy Hepasliminu i o rodzinie jak z reklamy Toffifee są bardzo miłe i dają jakieś tam marzenie normalności.
To jest taki rodzaj desperacji, gdzie zwykłe potrzymanie za rękę przyspiesza mnie o bicie serca, a na samą myśl, że mogę na kimś oprzeć głowę robi mi się słabo. Taki rodzaj, gdzie za spokojny wyjazd z koleżankami na konferencję i nocleg w 2osobowym pokoju oddałabym wszystkie oszczędności. Gdzie nie marzy mi się dobrze płatna praca, tylko praca która pozwoli mi nie umrzeć z głodu, jednocześnie nie wymagając ode mnie 8h nieprzerwanego pobytu w towarzystwie ludzi.

Mój problem to samotność. Myślę, że jestem wręcz "głodnie" samotna.
Od zawsze. Już w przedszkolu byłam wyrzutkiem, ale szybko się uczę, więc obecnie udaje mi się jako tako naśladować "zwyczajnych" ludzi i nie łamać konwenansów czy norm społecznych. Bardzo się zmieniłam i jestem z siebie dumna, ale to nie zmienia faktu, że zawsze już będę oszustem. Już zawsze będę się kryć, szukać wymówek, unikać normalnych aktywności i nigdy nie położę się spokojnie spać obok drugiej osoby. Taka ironia losu - druga połówka jest tym czego najbardziej w życiu pragnę, a czego najbardziej nie mogę mieć. Próbuję to sobie jakoś zrekompensować szacunkiem i prestiżem na uczelni, ale kiedy nie można się angażować grupowo (wyjścia na piwo, wyjazdy naukowe, studium podyplomowe) ciężko cokolwiek osiągnąć. No i samotność daje o sobie znać w najgorszych, najmniej spodziewanych momentach. Myślisz, że wszystko ok, dobrze idzie w osiągnięciu jakiegoś celu, który się aktualnie ubzdurało, aż nagle nie możesz spać w nocy, ryczysz w poduszkę i przeklinasz los. Bo spośród 7 mln ludzi nie ma nikogo. Nikogo. Tylka ja i ssanie w klatce piersiowej.
Nie, nie z głodu! To jest takie ssanie z pustki i żałoby. Myślę, że jeśli ktoś tego doświadczył, doskonale zrozumie o czym mówię.

Co mi tak utrudnia funkcjonowanie? Czasem zaparcia, czasem biegunki. Ale to szczegóły. Tak naprawdę tylko jedna rzecz uniemożliwia mi normalne życie. Gazy.
Są pewne rozwiązania, które udało mi się opracować przez lata. Przede wszystkim rutyna, ustalone godziny, mało jeść, a najlepiej tylko pieczywo, sok i herbatę. Brzmi prosto, ale nie jest. Mimo wszelkich trików, jeśli wytrzymam 8h bez wzdęć, to chyba jakieś święto.

To nie jest tak, że jestem wydelikaconą kobietką, która wstydzi się bączka. Życie nauczyło mnie pokory i akceptacji. Jestem w stanie olać trądzik, włoski na udach, czarne kropki pod pachami, przerośnięte narządy rodne, obwisłe cycki, blizny i rozstępy, nadwagę 20kg, za wielkie uda i za głębokie zakola, zły zgryz i nie-idealnie białe zęby. Za dużo mam lat i za dużo widziałam, żeby się martwić takimi pierdołami. Mam mnóstwo koleżanek z podobnymi problemami, które jakoś znajdują nawet ładne drugie połówki i żyją. Zadowolone żyją. Lubię siebie, bo każda brzydota jest piękna na swój sposób. Oryginalna na pewno. Wystarczy znaleźć amatora na potwora. Są ludzie, którzy nie trawią Scarlett Johansson, ale kochają Benedicta Cumberbatcha, nie?

Jednak moje gazy, niezależne od niczego, pojawiające się nawet przy głodówkach, nie dają mi spokoju. Nie mam problemu z cichaczem w miejscy publicznym. Ale to, co się na co dzień ze mną dzieje - no, powiedzmy, że to nie jest ani normalne, ani standardowe. Często muszę uciekać od ludzi, bo przelewanie, burczenie i następujący po tym festiwal petard raczej nie może zostać pominięty taktownym milczeniem.

Nie szukam już leczenia, bo zwyczajnie nie jestem w stanie. Rozklejam się kiedy tylko myślę o mojej przypadłości, momentalnie przypomina mi się, jak bardzo nie mogę mieć normalnego życia i ile zwyczajnych przyjemności straciłam, nie mówiąc już o tych wyidealizowanych, kiedy to piękne laski z instagrama wymieniają się dymem papierosowym z ust do ust.
Jestem mądra, więc wiem, że byłabym w stanie wymyślić coś, żeby polepszyć swoją jakość życia. Z uniwersytetu mam dostęp do baz danych, więc mogę szperać w najnowszych tekstach naukowych, co w sumie ma lepszy efekt niż wizyta u lekarza, który ostatnią świeżą wiedzę nabył 20 lat temu na własnych studiach. Niestety mam jakąś blokadę, im mniej myślę o IBSie, tym mniej cierpię z tego powodu na depresję, a problemem są tylko skutki uboczne, jak np. samotność. Mogłabym też prowadzić jakiś dziennik pokarmów/wzdęć, żeby wykminić czego nie jeść, ale boję się, że ktoś go znajdzie.
Lekarzy unikam - dwóch, którym odważyłam się powiedzieć przez łzy o mojej przypadłości, zbagatelizowało mnie. Dostałam zalecenie "jeść mniej chipsów, nie pić gazowanego". Nawet nie dali sobie wytłumaczyć, że chipsy i gazowane spożywam może 3 razy na rok, na specjalne okazje typu Sylwester. Żeby musieć błagać o kolonoskopię przy znaczących wskazaniach - no nie powiem, upokarzające. Co ciekawe, kiedy przychodzę z przeziębieniem czy anginą, NFZtowscy interniści również nie odpuszczą uwag dot. otyłości i mojego sposobu żywienia. Znowuż co ciekawe, wyłożenie pieniędzy na lekarzy prywatnych nie likwiduje problemu - są równie niekompetentni, co ci z ośrodka, tylko że traci się jakieś 100-200zł.

A nieswoich pieniędzy za dużo tracić na głupoty nie można. Bo jak tu iść i zarobić, kiedy się ma IBS? Jak wytłumaczyć matce, że nie, nie jest się leniwym pasożytem, po prostu normalna praca + studia akurat u ciebie odpada? Zwłaszcza, że matka wie o problemach gastrycznych, po prostu nie wierzy i olewa. Czasem cieszę się, że mam chory kręgosłup. Jest moją awaryjną wymówką, gdy ktoś pyta czemu nie mogę spędzić 10 godzin w przestrzeni publicznej. No i może kiedyś zapewni ewentualną rentę, bo przecież IBS nie przejdzie jako wytłumaczenie dla niepełnosprawności w moim lokalnym ZUSie, gdzie lekceważy się poważniejsze schorzenia.

Bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie potrzymał. Żeby wsparł i się nie brzydził. Żeby nie próbował na siłę zmieniać osobowości i nawyków. Żeby to było towarzyszenie, ale nie warunkowe. Żeby to był ktoś, kto tak jak ja, często rozważa śmierć i los. Kto jest ciekawy świata i nie jest ignorantem. Ma podobne zainteresowania i fundamentalne poglądy na świat. Nie ocenia, nie żąda. Rozumie, że nie wolno się do niczego zmuszać - nie pasujemy do siebie, to nie pasujemy i już, żaden tam wyimaginowany friendzone.
Kobieta lub mężczyzna, obojętne.

Piszę o tym wszystkim na tym forum, bo pomyślałam, że jeżeli po tych wszystkich latach mam kogokolwiek znaleźć i jeśli nie ma on być dla mnie kolejnym wyzwaniem i wysiłkiem, gdzie trzeba się ukrywać i "starać" - to pewnie tylko ludzie z podobnymi dolegliwościami to zrozumieją. A ja zrozumiem ich. Ale cóż, życie zapewne to zweryfikuje.

Jestem zmęczona. Chcę już iść spać. Muszę odetchnąć.
holodust
 
Posty: 4
Dołączył(a): 8 mar 2017, o 22:16
Lokalizacja: Poznań
Wariant IBS: wzdęciowy
Początek choroby: 2006
Dolegliwości ogólnie: Gazy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez cytoxic » 9 mar 2017, o 17:07

Jeśli jesteś dziewczyną to już jesteś w nie najgorszej sytuacji. Wystarczy że pokażesz się w odpowiednich miejscach w odpowiednim czasie (możesz wybrać okresy kiedy gazy nie są tak mocne). Faceci będą do Ciebie podbijać pod warunkiem że pokażesz że istniejesz. Jeśli boisz się wychodzić to istnieją aplikacje i portale randkowe. Mów ludziom na wstępie, że masz takie a takie problemy (lub dodaj odpowiednią notkę na portalu). Jeśli ktoś nie akceptuje Cię taką jaką jesteś to i tak od początku nie był warty twojego zainteresowania. Jest na tym świecie wielu, wielu panów, którzy na pewno nie będą mieli żadnego problemu z twoimi dolegliwościami. Pamiętaj, szacuje się, że w niektórych społeczeństwach europejskich występowanie IBS wynosi nawet do 20%!!! To znaczy że co 5 osoba, którą mijasz na ulicy, w tramwaju, autobusie, w banku, na poczcie, w markecie ma podobne dolegliwości do twoich. Wiele z nich po prostu nie zgłasza się do lekarza ponieważ problem wydaje się zbyt wstydliwy. A może znajdzie się ktoś z podobnymi problemami, a może nawet gorszymi niż twoje. Nie daj chorobie za bardzo rządzić swoim życiem. Pamiętaj, że z gazami czy bez twoje życie będzie toczyć się dalej. Zależnie od tego jak do tego podejdziesz, za ileś lat stwierdzisz że oprócz tego że dolegliwości zostały to jeszcze straciłaś ileś lat życia siedząc w domu, albo jeśli teraz zaczniesz działać to objawy zostaną ale nie będziesz żałować bo będziesz wiedziała że zrobiłaś wszystko co mogłaś. Kilka lat to szmat czasu i starczy go aż nadto żeby znaleźć kogoś kto będzie do Ciebie pasował. Komuś nie podoba się że masz gazy? Pier*ol ich, żyj dalej. Na świecie jest 7 mld ludzi a ich liczba ciągle rośnie. Nie będziesz się chyba przejmowała tymi kilkoma osobami ;).
Avatar użytkownika
cytoxic
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 lut 2017, o 10:31
Wariant IBS: IBS-A
Początek choroby: 2015
Dolegliwości ogólnie: niepełnie wypróżnienie, gazy, wzdęcia

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez incognito » 9 mar 2017, o 19:38

Nie będę owijał w bawełnę... W Twoim przypadku większą przeszkodą od dolegliwości jelitowych, czy wyglądu, będzie Twoja biseksualność (jeśli dobrze Cię zrozumiałem). Niewielu jest mężczyzn, którzy będą w stanie to zaakceptować (ale to zapewne już wiesz).
Avatar użytkownika
incognito
 
Posty: 24
Dołączył(a): 1 maja 2016, o 14:11
Wariant IBS: mix
Początek choroby: 2013
Dolegliwości ogólnie: nawet da się żyć, bywało gorzej

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez igor » 10 mar 2017, o 23:10

holodust czym się interesujesz, jaką masz pasję, co lubisz robić, jak się relaksujesz, jak lubisz spędzać wolny czas, co Cię napędza do działania?
Avatar użytkownika
igor
 
Posty: 15
Dołączył(a): 24 lis 2016, o 12:36
Wariant IBS: biegunkowy, luźne stolce, gazy
Początek choroby: 0
Dolegliwości ogólnie: luźne stolce, gazy, tzw mokry odbyt

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez holodust » 12 mar 2017, o 16:00

cytoxic napisał(a):Jeśli jesteś dziewczyną to już jesteś w nie najgorszej sytuacji. Wystarczy że pokażesz się w odpowiednich miejscach w odpowiednim czasie (możesz wybrać okresy kiedy gazy nie są tak mocne). Faceci będą do Ciebie podbijać pod warunkiem że pokażesz że istniejesz. Jeśli boisz się wychodzić to istnieją aplikacje i portale randkowe. Mów ludziom na wstępie, że masz takie a takie problemy (lub dodaj odpowiednią notkę na portalu).

Wybacz, ale to dosyć naiwne podejście. Po pierwsze, bycie kobietą nie sprawia automatycznie, że płeć przeciwna będzie tobą zainteresowana. A uwierz mi, wychodzę z domu i "pokazuję że istnieję" dosyć często. Po drugie, informowanie ludzi o swoich dolegliwościach na początku znajomości nie jest najlepszym rozwiązaniem kiedy jest się osobą publiczną.

incognito napisał(a):Nie będę owijał w bawełnę... W Twoim przypadku większą przeszkodą od dolegliwości jelitowych, czy wyglądu, będzie Twoja biseksualność (jeśli dobrze Cię zrozumiałem). Niewielu jest mężczyzn, którzy będą w stanie to zaakceptować (ale to zapewne już wiesz).


Nie, nie wiem. Jesteś pierwszą osobą, która wydaje się mieć z tym problem? Widocznie obracamy się w innym towarzystwie. A poza tym, nie wiem co twój komentarz wniósł do tematu.

igor napisał(a):holodust czym się interesujesz, jaką masz pasję, co lubisz robić, jak się relaksujesz, jak lubisz spędzać wolny czas, co Cię napędza do działania?


Wszystko powinno być na moim profilu. Tzn. tak myślę, że wszystko, co ważne :)
holodust
 
Posty: 4
Dołączył(a): 8 mar 2017, o 22:16
Lokalizacja: Poznań
Wariant IBS: wzdęciowy
Początek choroby: 2006
Dolegliwości ogólnie: Gazy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez incognito » 13 mar 2017, o 17:00

holodust napisał(a):
incognito napisał(a):Nie będę owijał w bawełnę... W Twoim przypadku większą przeszkodą od dolegliwości jelitowych, czy wyglądu, będzie Twoja biseksualność (jeśli dobrze Cię zrozumiałem). Niewielu jest mężczyzn, którzy będą w stanie to zaakceptować (ale to zapewne już wiesz).


Nie, nie wiem. Jesteś pierwszą osobą, która wydaje się mieć z tym problem? Widocznie obracamy się w innym towarzystwie. A poza tym, nie wiem co twój komentarz wniósł do tematu.


Choć jestem hetero, to jednak "jestem w temacie". Wierz lub nie, ale znam bardzo dobrze dwie biseksualne dziewczyny szukające swojej drugiej połówki (w tym jedna z dość dużą nadwagą). Obydwie spokojne (domatorki) z pewnymi dolegliwościami, lubiące filmy/seriale/fanfiki/anime - czyli standard.
Mam więc informacje z pierwszej ręki. Dziewczyny są załamane, bo tuż po wyjawieniu "swojej tajemnicy", mężczyźni uciekają od nich(dosłownie!). Na szczęście wielu z nich zachowuje choć trochę kultury osobistej i po prostu więcej nie dzwonią.
Pisząc poprzedniego posta, nie miałem na celu "zaatakowania" Ciebie.
Jeśli poczułaś się urażona - przepraszam.
Avatar użytkownika
incognito
 
Posty: 24
Dołączył(a): 1 maja 2016, o 14:11
Wariant IBS: mix
Początek choroby: 2013
Dolegliwości ogólnie: nawet da się żyć, bywało gorzej

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez holodust » 13 mar 2017, o 19:12

Nie jestem urażona ani zaatakowana, po prostu nadal nie wiem jak to się ma do tematu? Nie zaoferowałeś mi żadnego rozwiązania mojego problemu, natomiast gdybym była bardziej wrażliwa, pewnie byś mnie dodatkowo zdołował tą dygresją.

Brzmiało to jak typowa próba dowartościowania się cudzym kosztem ("wiem coś, czego ty nie wiesz i muszę ci dać odczuć jak bardzo mądrzejszy i lepiej poinformowany jestem").
I co to znaczy, że "jesteś w temacie"? :D Zakładam, że skoro wziąłeś to w cudzysłów to kolejna tajemna wiedza, której nie posiadam, a którą mnie uraczysz? Czekasz zapewne tylko aż sama o to zapytam, bo inaczej byłoby jasne, że próbujesz się chwalić swoim doświadczeniem życiowym?

Mogę się mylić i też nie chcę cię urazić, ale serio, tak właśnie bezsensownie twój komentarz wygląda z perspektywy postu od jakiego zaczęłam ten wątek ;) Nie wciskajmy na siłę ideologii, tam gdzie jej nie ma - to nie jest forum dot. orientacji seksualnych, a mnie dyskusje na ten temat absolutnie nie kręcą.
holodust
 
Posty: 4
Dołączył(a): 8 mar 2017, o 22:16
Lokalizacja: Poznań
Wariant IBS: wzdęciowy
Początek choroby: 2006
Dolegliwości ogólnie: Gazy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez gwenlynn » 13 mar 2017, o 22:56

Witaj holodust, postanowiłam włączyć się w Twój wątek, bo po przeczytaniu go pomyślałam: "o! jednak jest na świecie druga osoba, która przeżywa to co ja" i chciałam tylko wdepnąć tu na chwilę i dać znać, że rozumiem. Przechodzę przez to samo od kilkunastu już lat, tj. cierpię z powodu wzdęć i ciągłych gazów rujnujących mi życie. Wiem, jak to jest, kiedy nikt nie rozumie dlaczego nie jesteś w stanie normalnie pracować (obecnie od 1,5 roku pracuję z domu), dlaczego nie możesz posiedzieć na domówce dłużej niż 2 godziny, jak to jest nie móc wyjechać na wakacje czy pokrywać się potem na myśl o spaniu z kimś w namiocie. Mimo, że choruję od tylu lat, wciąż nie umiem tego zaakceptować i myśleć "ok, taką mam przypadłość, muszę nauczyć się z tym żyć". Nie, **uj, nie umiem, nie chcę. Chcę normalnie, jak inni. Jak większość ludzi - móc jeść, żyć i nie myśleć w każdej minucie tego życia o tym, co dzieje się wewnątrz mojego brzucha.

Mam dociekliwą naturę, więc dużo czytam, aktywnie i niezmordowanie zbieram wiedzę o funkcjonowaniu układu pokarmowego, o florze jelitowej, nietolerancjach pokarmowych, przeciekającym jelicie, dietach, probiotykach. Mam solidny plan dążenia do zdrowia i nie zamierzam się poddać, słuchając światłych i wykształconych gastrologów, radośnie diagnozujących IBS ze słowami "musi pani z tym żyć, tego się nie leczy. Proszę łykać Espumisan i No-spę". Całe życie jestem bagatelizowana, olewana i upokarzana przez lekarzy. Ciągle słyszałam "taka już pani uroda" albo "mogę dać skierowanie do psychiatry"... Obecnie mam dodatkowe zawirowania w postaci niespodziewanej, dość poważnej choroby i długotrwałej kuracji antybiotykami, która jeszcze bardziej rujnuje moje jelita, ale dzięki której paradoksalnie coraz lepiej wiem, jak o te jelita dbać. Może zbiorę się w końcu w sobie i któregoś dnia napiszę tutaj o moich doświadczeniach, może komuś to pomoże.

Ale Ty tu przecież nie o przyczynach dolegliwości chciałaś pisać, a o samotności. Powiem więc tak, ku pokrzepieniu: 2 lata temu znalazłam swoją bratnią duszę - fantastycznego, wyrozumiałego mężczyznę, z którym pasujemy do siebie jak dwa puzle. Nie wychylałam się z informowaniem go o swoich przypadłościach od razu (a już na pewno nie wdawałam się w szczegóły), wiedział jednak, że mam problemy z brzuchem i że jestem na diecie. Od początku mnie wspierał, współczuł, rozumiał, mimo że sam nigdy nie miewa nawet zwykłej niestrawności (szczęściarz!). Bo to nie jest kwestia spotkania osoby, która przeżywa to samo - to kwestia spotkania osoby, która jest z natury dobra, otwarta i nie ocenia. Rozumie, że nawet najobrzydliwsza choroba nie sprawia, że z Twoim mózgiem lub sercem też jest coś nie tak. Patrzy poza tym wszystkim, na Ciebie, taką jaka jesteś. Takie osoby naprawdę istnieją i nie są trudniejsze do spotkania niż yeti, trzeba po prostu wiedzieć kogo się szuka i tej wiedzy się konsekwentnie trzymać. Kurczę, w końcu nawet pacjenci ze stomią miewają oddanych i kochających partnerów, czemu my miałybyśmy nie mieć?

Jest mi ogromnie przykro, że cierpisz, ale - mam nadzieję, że nie odbierzesz tego negatywnie - dobrze jest "spotkać", choćby wirtualnie, osobę z podobnymi przeżyciami. Większość osób (w tym lekarzy), z którymi o tym rozmawiałam, potrafiła powiedzieć, że powinnam się cieszyć, że nie mam szalejących biegunek, a "jedynie" bączki... Tyle, że mało kto rozumie, z jakim koszmarnym cierpieniem wiążą się te "bączki", ile bólu (fizycznego również!) i dyskomfortu się z nimi wiąże. Mnie doprowadziły do depresji.

P.S. incognito - mój partner nie uciekł po tym, jak dowiedział się o mojej biseksualnej orientacji, a wręcz przyznał, że wszystkie jego poprzednie dziewczyny też były biseksualne ;) Więc naprawdę, nie przesadzajmy. Każdy oczywiście ma prawo wiązać się z kim mu się podoba - nawet jeśli ktoś skreśla kogoś za zbyt błękitne oczy, nie mnie to oceniać, ale biseksualizm kobiety naprawdę nie jest i nie powinien być problemem dla myślącego, rozgarniętego faceta. Wielu mężczyzn to wręcz kręci i sądzę, że znacznie więcej jest kobiet, które nie związałyby się z biseksualnym mężczyzną. Aha! i jest również mnóstwo lesbijek, które z jakiegoś powodu strasznie nie lubią biseksualnych kobiet i nie chcą się z nimi wiązać.
gwenlynn
 
Posty: 2
Dołączył(a): 16 mar 2016, o 06:59
Wariant IBS: wzdęciowo-bólowy
Początek choroby: 2003
Dolegliwości ogólnie: wzdęcia, gazy, bóle brzucha

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez holodust » 14 mar 2017, o 13:14

Wow. Czyli są ludzie jak ja.
Wiesz, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do gimnazjum, to myślałam, że to jakaś kara od losu. Że jestem naznaczona, plugawa i obrzydliwa. Że powinnam się zabić, bo widocznie świat mnie nie chce. W dodatku moje objawy były wtedy najsilniejsze, na tyle silne, że musiałam uciekać z lekcji i miałam chyba rekord nieobecności w mojej klasie.
Nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, że są ludzie którzy mają to samo, albo nawet gorzej i mogą na mnie krzywo nie patrzeć. A tu proszę, wracam styrana z zajęć, przybita jak nigdy i czytam twój post. Pocieszasz bardzo. Samo to, że nie jest się samemu ze swoim bólem i doświadczeniami daje niesamowity komfort psychiczny. Można się poczuć tak trochę bardziej normalnie, zwyczajnie - bo nawet bycie w mniejszości jest lepsze niż bycie zupełnym wyrzutkiem.
Kto wie, może to forum to będzie najlepsze co kiedykolwiek spotkało moje poczucie własnej wartości.

Jak uda ci się kiedyś podsumować swój research, to wrzuć tu gdzieś proszę. Wiadomo, każdy jest inny i na każdego co innego zadziała, ale zawsze to jakaś nadzieja.
Nie wiem czemu sama tak się boję szukać rozwiązań - jak tylko pomyślę, że miałabym iść do kolejnego lekarza lub nawet otworzyć książkę o funkcjonowaniu układu gastrycznego, to robi mi się słabo. Może boję się, że żadnych nie znajdę i opuszczą mnie resztki nadziei. Albo że znajdę coś prostego i oczywistego, przez co okaże się, że bez sensu cierpiałam tyle lat.

A przy okazji - mówisz, że znalezienie takiego mężczyzny nie jest wcale trudne. To gdzie ich szukać? Gdzie się poznaliście? Każdy facet którego bliżej poznam, dosyć szybko okazuje się myśleć tylko o własnej wygodzie, a kobieta to dla niego bardziej zwierzątko niż osoba do współdzielenia poglądów. Jasne, są też normalni, ale oczywiście zajęci w tempie ekspresowym :)
holodust
 
Posty: 4
Dołączył(a): 8 mar 2017, o 22:16
Lokalizacja: Poznań
Wariant IBS: wzdęciowy
Początek choroby: 2006
Dolegliwości ogólnie: Gazy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie

Re: Jak znaleźć kogoś do towarzyszenia w życiu mając IBS?

Postprzez gwenlynn » 14 mar 2017, o 17:47

holodust napisał(a):Wiesz, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do gimnazjum, to myślałam, że to jakaś kara od losu. Że jestem naznaczona, plugawa i obrzydliwa. Że powinnam się zabić, bo widocznie świat mnie nie chce. W dodatku moje objawy były wtedy najsilniejsze, na tyle silne, że musiałam uciekać z lekcji i miałam chyba rekord nieobecności w mojej klasie.
Nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, że są ludzie którzy mają to samo, albo nawet gorzej i mogą na mnie krzywo nie patrzeć. A tu proszę, wracam styrana z zajęć, przybita jak nigdy i czytam twój post. Pocieszasz bardzo. Samo to, że nie jest się samemu ze swoim bólem i doświadczeniami daje niesamowity komfort psychiczny. Można się poczuć tak trochę bardziej normalnie, zwyczajnie - bo nawet bycie w mniejszości jest lepsze niż bycie zupełnym wyrzutkiem.
Kto wie, może to forum to będzie najlepsze co kiedykolwiek spotkało moje poczucie własnej wartości.

Między innymi właśnie dlatego tu napisałam (po kilku miesiącach czajenia się na forum jako obserwator) - żeby dać Ci znać, że nie jesteś w tym sama, być może choć trochę poprawić humor. Drugim motywem była egoistyczna chęć poczucia, że i ja nie jestem sama ;) i interakcji z drugim, podobnym mi człowiekiem.
Zabawne, że ilekroć czytam to, co piszesz o sobie, przypominam sobie momenty, w których czułam się dokładnie tak jak to opisujesz. Pamiętam w szczególności jeden poranek, kiedy miałam wstać do szkoły i leżałam w łóżku, chcąc po prostu umrzeć. Wolałam to niż kolejny raz siedzieć na lekcji i pełna grozy oczekiwać na przeciągłe, głośne burczenie i przelewanie wydawane znienacka przez moje jelita i słyszane przez całą klasę... Kolejny dzień przepełniony spazmatycznym zaciskaniem pośladków :/

holodust napisał(a):Jak uda ci się kiedyś podsumować swój research, to wrzuć tu gdzieś proszę. Wiadomo, każdy jest inny i na każdego co innego zadziała, ale zawsze to jakaś nadzieja.
Nie wiem czemu sama tak się boję szukać rozwiązań - jak tylko pomyślę, że miałabym iść do kolejnego lekarza lub nawet otworzyć książkę o funkcjonowaniu układu gastrycznego, to robi mi się słabo. Może boję się, że żadnych nie znajdę i opuszczą mnie resztki nadziei. Albo że znajdę coś prostego i oczywistego, przez co okaże się, że bez sensu cierpiałam tyle lat.

Ja też długo bałam się, że to jakaś błahostka, która po prostu nie została właściwie zdiagnozowana i cierpiałam bez sensu. Ale teraz już inaczej do tego podchodzę - nieważne, co to, ważne, by sobie w końcu jakoś pomóc, choć trochę. Niczego innego w tym momencie nie pragnę bardziej, niż wyzdrowieć, zacząć żyć normalnie. I zrobię wszystko co będę w stanie, by zbliżyć się do tego celu. Faktycznie muszę chyba opisać swoją historię na tym forum, bo czemu miałabym zachowywać dla siebie wiedzę, którą udało mi się zebrać i przetestować na sobie... póki co udało mi się trochę łagodzić objawy dietą (okazało się, że mam kilka nietolerancji pokarmowych) i probiotykami, ale dalej prowadzę "eksperymenty na sobie", bo kuracja antybiotykami cofnęła mnie w leczeniu o lata świetlne, więc główna przyczyna moich (naszych?) dolegliwości musi tkwić w zaburzonej florze bakteryjnej. A jak się zna wroga, to można z nim już jakoś walczyć ;)

holodust napisał(a):A przy okazji - mówisz, że znalezienie takiego mężczyzny nie jest wcale trudne. To gdzie ich szukać? Gdzie się poznaliście? Każdy facet którego bliżej poznam, dosyć szybko okazuje się myśleć tylko o własnej wygodzie, a kobieta to dla niego bardziej zwierzątko niż osoba do współdzielenia poglądów. Jasne, są też normalni, ale oczywiście zajęci w tempie ekspresowym :)

Ja mojego poznałam na popularnym portalu randkowym ;) Jako introwertycy i domatorzy mieliśmy, jak sądzę, niewielkie szanse na poznanie kogoś w "realu". Pewnie, że takie portale też są pełne oszołomów, dziwaków, zboków itd., ale... to jedynie świadczy o tym, że nasze społeczeństwo jest ich pełne, tylko poza internetem ludzie się tak ze swoimi dziwactwami nie obnoszą ;) Taka jest moja teoria. Ja osobiście bardzo cenię sobie poznawanie ludzi w internecie, bo uważam, że zwiększa nam to ilość opcji - np. takie osoby jak ja, które obracają się ciągle w towarzystwie garstki tych samych ludzi, mogą poznać kogoś, na kogo nie mieliby szansy wpaść gdziekolwiek indziej. A niezupełnie uśmiecha mi się biegać po imprezach czy klubach w celu poznania potencjalnego partnera, bo to kompletnie nie moje klimaty.
gwenlynn
 
Posty: 2
Dołączył(a): 16 mar 2016, o 06:59
Wariant IBS: wzdęciowo-bólowy
Początek choroby: 2003
Dolegliwości ogólnie: wzdęcia, gazy, bóle brzucha

Następna strona

Powrót do Wolne rozmowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość